Prawda była taka, że Dominika S. pochodziła z małej miejscowości w województwie mazowieckim. Tam się urodziła i wychowała. Do wiosny 2015 roku mieszkała w domu swojej matki. Miała małe dziecko. Przez pewien czas pracowała jako ekspedientka w sklepie. Co jednak sprawiło, że nagle porzuciła najbliższych i przeniosła się do niespełna 30-tysięcznego miasta, leżącego o kilkaset kilometrów od rodzinnej miejscowości? Czy nowe życie z dala od rodziny wybrała z własnej woli, czy została do tego zmuszona?

Okazało się, że dwa lata wcześniej Dominika S. została skazana wyrokiem Sądu Rejonowego w S. za oszustwa i wyłudzenia. Podając się za inspektora Sanepidu, wymuszała łapówki od właścicieli sklepów i zakładów usługowych. Sąd wymierzył jej za to karę 1 roku i 2 miesięcy więzienia w zawieszeniu oraz karę grzywny. Niezbyt chlubny fakt z przeszłości dziewczyny nie tłumaczył jednak podjęcia decyzji o nagłym porzuceniu dotychczasowego środowiska ani tym bardziej samobójstwa. O ile faktycznie było to samobójstwo…

Policja i prokuratura wciąż niechętnie udzielały informacji o postępach w śledztwie. Natomiast w B. ludzie nadal snuli fantastyczne teorie na temat tajemniczej śmierci. Plotki głosiły m.in., że dziewczyna handlowała narkotykami i została zlikwidowana przez wspólników. Pojawiła się też wersja o zemście sekty religijnej, z której Dominika rzekomo uciekła, a nawet o międzynarodowej aferze polityczno-szpiegowskiej, w którą wplątane są osobistości z pierwszych stron gazet…

Kilka dni po znalezieniu zwłok Dominiki S. sprawa nabrała ogólnopolskiego rozgłosu. W internecie pojawiła się informacja, że dziewczyna była świadkiem koronnym. Miała zeznawać przeciwko członkom groźnego międzynarodowego gangu, czerpiącego krociowe zyski z prostytucji oraz handlu narkotykami i ludźmi. Policja powinna non stop chronić kobietę, ale niestety nie wywiązała się z powierzonego zadania. Ponadto policjanci zlekceważyli swoje obowiązki, zostawiając dziewczynę samą w domu i wychodząc na zakupy. Tę skandaliczną niefrasobliwość wykorzystał płatny zabójca, wynajęty przez przywódców gangu. Mężczyzna miał wtargnąć do mieszkania Dominiki i poderżnąć jej gardło. Nie było żadnych tabletek uspokajających. To bujda na resorach dla „ciemnego ludu”.

Internetowe rewelacje pochodziły od człowieka, o którym w 2015 roku także było bardzo głośno. Chodzi mianowicie

Zbigniewa S. – przedsiębiorcę i niedoszłego kandydata na prezydenta RP, który „zaistniał” w przestrzeni publicznej (głównie wirtualnej), ujawniając na portalu społecznościowym kopie akt z postępowania w sprawie tzw. afery taśmowej, co spowodowało falę dymisji w poprzednim rządzie. Ujawnienie akt miało miejsce na początku czerwca 2015 roku. Zbigniew S. stał się popularny, licznik jego profilu w mediach społecznościowych notował rekordowe ilości odwiedzin, a liczba „polubień” sięgnęła pół miliona. Kontrowersyjny biznesmen, który ma na swoim koncie dwa wyroki skazujące przeciwko któremu toczy się ponad 100 postępowań prokuratorskich, nigdy nie ukrywał niechętnego stosunku do urzędów państwowych, policji i wymiaru sprawiedliwości.O tych instytucjach wypowiadał się zawsze krytycznie. Dlatego też opinia publiczna nie potraktowała poważnie dramatycznych rewelacji dotyczących okoliczności zgonu Dominiki S. Jednakże w myśl powiedzenia, że w każdej bajce tkwi ziarno prawdy, niektórzy uważali, że pomimo oczywistych przejaskrawień, coś musi być na rzeczy. W przeciwnym razie wokół tej sprawy nie byłoby tak wielu znaków zapytania.

Wszystkie części artykułu Blondynka z pierwszego piętrahttps://www.pozycjonowanie-stron-rzeszow.pl/tag/blondynka-z-pierwszego-pietra/

Facebook Comments
Załaduj więcej podobnych artykułów
Załaduj więcej Redaktor
Załaduj więcej Człowiek

Dodaj komentarz

Sprawdź też

Żuraw warsztatowy

Żuraw warsztatowy Wszędzie tam, gdzie zachodzi potrzeba podniesienie mniejszego bądź więks…